
Jednym z Waszych największych wrogów w poukładaniu sobie tego wszystkiego, jak powinno to wyglądać jest coś co nazywamy „staraniem się”.
Staranie się, to taki element, który bezpośrednio wynika z napięcia, z nerwów, z jakiegoś nieuzasadnionego procesu, który sprawia, że dzieje się z nami coś niedobrego. Ponadto, mimo tego, że to napięcie rodzi to „staranie się”, to „staranie się” utrzymuje i potęguje napięcie. Tak to po prostu działa.
No dobrze, ale czy jest coś złego w „staraniu się”?
Tak.
Już tłumaczę o co chodzi. Staranie się, bezpośrednio związane ze wspomnianym powyżej napięciem i pojawia się wtedy, kiedy coś nie idzie po naszej myśli. Wtedy zaczynamy dodatkowo się angażować, wzmacniać aktywności i właśnie „starać się”, co sprawia, że po pierwsze tracimy kontrolę nad motywacją, po drugie tracimy kontrolę nad procesem, a po trzecie zaczynamy próbować kontrolować naszą świadomością rzeczy, które powinny się odbywać podświadomie, i nad którymi nie mam żadnej kontroli.
To się nie może udać, tak samo jak to, że wsiadając na rower, będziecie chcieli wjechać pod górkę, pedałujecie ile fabryka dała, ile sił w nogach, ale jesteście tak zaangażowani w to i zawzięci i tak bardzo się staracie, że nawet nie zauważyliście, że po pierwszym przekręceniu korbą, spadł Wam łańcuch. To się nie może udać.
Zatem dlaczego o tym, dlaczego dzisiaj i dlaczego tu? Dlatego, że kontrolowanie procesu, o czym wspominałem już nie raz jest jednym z najbardziej istotnych elementów odnoszenia sukcesów zawodowych i prywatnych. Nie da się stawać się lepszym, bardziej sprawnym, mieć więcej pieniędzy, lepszych klientów i nazwijmy to upraszczając, „lepszego życia” wtedy kiedy nie wie się co się robi i co robić się powinno.
Mówię o tym dlatego, że czasem w ferworze walki, w szczególności, kiedy jest ten moment, w którym nic się nie dzieje albo sprzedaje się dużo mniej niż byśmy chcieli albo klienci nie odbierają, nie chcą ofert, właśnie wtedy pojawia się ten chochlik zwany „staraniem się”.
Jest takie pojęcie, zachęcam do zgłębienia samodzielnie, jak „sprezzatura” – pozdrawiam Rafała Mazura i jego Zen Jaskiniowca. Jest to włoskiego pochodzenia termin stosowany głównie w epoce baroku, który w dosłownym znaczeniu tłumaczy się jako „nonszalancję”. Jednakże, nie jest to żaden negatywnie nacechowany, nomen omen, nonszalancki zwrot, a wręcz powinien nam się kojarzyć z nonszalancją w formie, dużej naturalności, nawet pewności siebie, chciałoby się powiedzieć. To na tyle skomplikowany, z punktu widzenia precyzyjnego tłumaczenia zwrot, że nie da się do końca użyć jednego słowa, który go określa, ale wplotę go w dzisiejszy odcinek tak, żebyście wiedzieli o co mi chodzi.
To co sprawia, że możesz być najlepszy, najlepsza w swoim fachu, w tym co robisz, jest pewność siebie. Kropka. Ta pewność siebie opiera się na przekonaniu, że jesteś na wszystko gotowy/-a i robisz to co do Ciebie zależy. Dlaczego? Bo masz sprawy w swoich rękach, bo kontrolujesz proces. Sprezzatura, to właśnie ten efekt, w którym nabierasz tej lekkości, elastyczności swojego myślenia i łatwości egzekucji, dlatego, że wiesz ile jesteś warty/-a. Ta forma podbudowania siebie ma dodatkowo sprawić, że zadania z którymi się mierzysz, propozycje, które składasz czy oferty, które czynisz, wydają się dla Ciebie łatwe, nieskazitelne i robiąc to, sprawiasz wrażenie człowieka, który robi to całe życie.
Nie okazując tego, co dzieje się w środku, ile pracy musisz w to wkładać, ile treningu i budowania sprawności Cię to kosztowało. Po prostu, jesteś człowiekiem u steru własnego okrętu. I robisz tego pełne wrażenie.
No i właśnie, skoro, barokowi magnaci, właściciele dworów i biznesów żyli w przekonaniu wartości związanych z aktywnym wykorzystywaniem sprezzatura, to dlaczego sądzisz, że Tobie może ono się nie przydać?
W momencie, w którym dzieję się coś nie tak, tracisz kontrolę i zaczynasz się „starać”, nie będzie z tego nic dobrego, wręcz stracisz jeszcze więcej kontroli. Miej świadomość swoich aktywności, układaj plan, realizuj go, sprawdzaj, wprowadzaj poprawki, trenuj, ale nigdy, nie wątp w swoją pewność siebie.
Jak to mówił Yoda, w Gwiezdnych Wojnach: „Rób albo nie rób, nie ma próbowania.”, przestań się starać, próbować – rób albo nie rób.
Baw się dobrze.
– Maciej
