
Sposób myślenia każdego z nas jest zupełnie inny. Czy to kwestia sposobu przetwarzania informacji, czy to kwestia sposobu postrzegania otaczającej nas rzeczywistości, ważne jest to, żeby wiedzieć, że każdy z nas myśli inaczej.
Dlaczego poruszam ten wątek dzisiaj? Dlatego, że sposób funkcjonowania w jakieś grupie społecznej, czy to rodzina, czy znajomi czy firma i ludzie w niej pracujący, pokuszę się o takie stwierdzenie, że może działać i funkcjonować tylko do takiego poziomu na jaki pozwala jej poziom komunikacji wewnątrz tej grupy.
Często na łamach naszych odcinków poruszam kwestie komunikacji na zewnątrz, tego jak rozmawiać ze swoim klientem, partnerem biznesowym, dostawcą, ale dzisiaj chciałbym przechylić czarę z ciężarem tej rozmowy znowu na komunikację wewnętrzną. Co oczywiście nie oznacza, że te same zasady nie mogą być stosowane na zewnątrz, z resztą – posłuchajcie i sami oceńcie.
Skoro wiemy albo właśnie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że każdy z nas myśli inaczej i sposób myślenia każdego z nas wygląda inaczej, to dobrze będzie przypomnieć sobie na początku o jeszcze jednej kwestii. Mianowicie o tym, że komunikacja w najprostszej mojej definicji to sposób przekazywania informacji od jej nadawcy do jej odbiorcy. Oczywiście oboje są w tej komunikacji istotni ponieważ mają swoją, istotną w niej rolę, ale pokuszę się o kolejne stwierdzenie, że to jednak nadawca komunikatu ma największy wpływ na to jakie będą konsekwencje tego komunikatu. Oczywiście są różne formy komunikacji i czasem to odbiorcy bardziej zależy na komunikacie niż nadawcy, ale jednak na potrzeby normalnych relacji partnersko-biznesowych uznajmy, że skoro chce Ci coś przekazać to znaczy, że robię to z jakiegoś powodu żebyś następnie w jakiś określony sposób mógł zareagować.
No i teraz, jeżeli będę się komunikować w sposób zrozumiały tylko dla mnie, chaotyczny, nieokrzesany czy też po prostu niespójny i nieharmonijny, to nie mogę później denerwować się na swojego rozmówcę o to, że czegoś nie zrozumiał, nie zrobił, że nie zareagował w sposób jakiego oczekiwałem. Oczywiście dochodzi i do takich sytuacji ale według mnie uczciwe jest to tylko wtedy kiedy jestem pewien, że przekazany przeze mnie komunikat został odebrany tak jak ja bym chciał żeby był. A to nie częste.
Teraz jak można to sobie wyobrazić. Kojarzycie oczywiście sytuację, w których ludzie rozmawiają ze sobą w języku, który dla ani jednej ani drugiej strony nie jest językiem ojczystym. To się oczywiście zdarza relatywnie często, a równie często tym językiem komunikacyjnym jest na przykład angielski, to nie ma znaczenia. W każdym razie, znaczenie ma to, że jeżeli te osoby rozmawiają w języku, którego nie używają na co dzień to czasem dochodzi do takich sytuacji, że rozumieją trochę co innego niż próbują sobie wzajemnie przekazać i zdarza się taki moment, w którym rozmowa zrywa się z powodu braku sensu, trzeba wrócić te ileś kroków i zacząć znowu jego poszukiwania albo po prostu płynie dalej i zaczynają rozmawiać o czymś trochę innym i każdy trochę o swoim. Taka komunikacja, ale bez uszanowania dla jej podstaw. Życie.
I trochę tak też jest w rozmowie dwóch osób, które komunikują się ze sobą w ich ojczystym języku, nawet Polskim. I dlaczego tak jest? Teoretycznie takie coś nie powinno mieć miejsca, przecież komunikujemy się w tym samym języku, używamy słów i określeń, których definicje są nam znane i przecież powinniśmy się rozumieć – co się zatem dzieje? No właśnie tutaj w drogę wchodzi nam nasz, nazwę go, mentalny filtr, który sprawia, że niektóre rzeczy, pomimo tego, że w naszej głowie nazywają się tak samo to rozumiemy je inaczej lub interpretujemy je inaczej. Tym mentalnym filtrem nie jest nic innego właśnie jak nasz sposób postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. To jak myślimy, to jak nauczyliśmy się myśleć o niektórych rzeczach.
Takie elementy oczywiście powodują częste zgrzyty w komunikacji, to że ludzie się nie dogadują, nie wykonują dla siebie wzajemnie tego co powinni, szczególnie w firmach i niepotrzebnie tworzy się napięta atmosfera, która nie zmierza nigdy w dobrym kierunku.
Ale jesteśmy wszyscy istotami inteligentnymi, myślącymi i takimi, które potrafią poddawać się autorefleksji. Zatem skoro mamy te wspaniałe umiejętności, to spokojnie możemy sobie pozwolić na to, żeby przenieść ciężar tego potencjalnego konfliktu na chwilę na zewnątrz tej komunikacji i sprawdzić co poszło nie tak. Z racji tego, że kiedyś często się mierzyłem z tym problemem, lubię o tym myśleć w ten sposób, że jeżeli to ja jestem nadawcą komunikatu to w moim interesie leży to żeby osoba, do której go nadaję zrozumiała to w taki sposób jak ja to rozumiem. Jak można mieć na to wpływ? Jak można to sprawić? Na dwa sposoby, myśląc o tym co chce się powiedzieć – niech to będzie sensowne, spójne i przemyślane, a z drugiej strony zadając pytania kontrolne, które sprawią, że mogę podczas tej rozmowy zweryfikować czy mój interlokutor pojmuje omawianą kwestię w taki sposób jak ja.
I na koniec jeszcze druga strona medalu, jeżeli ktoś komunikuje się ze mną, próbuje mi coś powiedzieć, a ja go nie rozumiem i chce mieć pewność, że dobrze go zrozumiem to również, po pierwsze mu/jej powiem, że nie rozumiem, a po drugie zacznę zadawać pytania, którymi będą próbował sprawić, żebym zrozumiał. Tylko, że nie zawsze tak u Was będzie i często traficie na kogoś, kto nie zada pytań, zrozumie coś na swój sposób albo w ogóle, a Wy się będziecie denerwować na współpracę z tą osobą. To nie tak – przykro mi znowu to mówić ale to Wasz problem, nadawcy komunikatu. Oczywiście w sytuacji, kiedy zależy Wam na określonej reakcji.
Myśl zatem o tym, co chcesz powiedzieć, przed wykonaniem telefonu, przeprowadzeniem rozmowy ułóż sobie ze trzy rzeczy w głowie i nie przerzucaj swojego chaosu na swoich rozmówców, to niepotrzebnie marnuje Wasz wspólny czas.
Bawcie się dobrze.
– Maciej
