
Potrzebujemy wygrywać. Tak jesteśmy skonstruowani jako ludzie, że potrzebujemy zwycięstwa. Ono nas nakręca, ono nas napędza, ono nas motywuje. Jasne, że przegrywanie jest ważne z wielu różnych powodów, pod warunkiem, że rozumie się jego funkcje oraz potrafi się to robić, ale nawet jak jesteś najlepszym możliwym i pokornym uczniem to i tak na dłuższą metę nie chcesz, nie powinieneś i nawet ośmielę się powiedzieć, że nie możesz przegrywać cały czas we wszystkim.
Musisz raz na jakiś czas zwyciężać. Odczuwać przynajmniej zwycięstwo. I teraz oczywiście, że najlepiej jest zwyciężać na grubo, zgarniać całą pulę, ale nie zawsze się da. Zatem musisz tak pracować z atrybutami zwycięstwa, żeby organizować je w swoim życiu częściej niż raz na jakiś czas sprawdzenie i zgarnięcie all-in.
Zatem to co dzisiaj Ci przedstawię to trochę metoda na małe zwycięstwa, których codzienna dawka pozwala nam utrzymać odpowiedni rytm oraz nastawić się na wygrywanie i czerpać z niego radość i nową energię. Dobrze jest swój dzień opakować w tak zwane „małe zwycięstwa”. Jak to najlepiej zrobić?
To o tym za momencik, a teraz, czym są w ogóle małe zwycięstwa. Jak już wielokrotnie o tym wspominałem, oraz jak samo przemawia przez te odcinki to to, że nie jest problemem to co się wokół Ciebie wydarza, ale to w jaki sposób dane wydarzenia interpretujesz. I teraz jeżeli wiesz, że tak jest to okazuje się, że, możesz oczywiście swoje dni bez wielkiego sukcesu oceniać jako porażki albo możesz w nie wpleść momenty na małe zwycięstwa – to zależy tylko od siebie.
Z perspektywy Twojego mózgu, to na dłuższą metę nie ma znaczenia jak wielkie te zwycięstwa będą, jak będą wpływały na Twoje życie w długiej perspektywie, ważne jest jednak to, że są i pojawiają się w takim rytmie, który pozwala Ci z nich czerpać paliwo. Zatem jak to najlepiej zrobić?
Tak, żeby wpleść w harmonogram swojego dnia wydarzenia, które jako takie mogą być traktowane. Podam przykład, na swoim własnym przykładzie, że tak to ujmę. Otóż tworząc ten odcinek w Grudniu 2024 roku, działałem w taki sposób, że codziennie miałem listę 5 zwycięstw, tak zwane 5W, bo tak sobie je nazwałem. Wrzucałem sobie w nie elementy, które były dla mnie po pierwsze ważne, po drugie, wymagały jakiejś aktywności, zrobienia czegoś, a po trzecie dawały mi satysfakcję kiedy je zrobiłem. Na przykład na tej liście mogły się znaleźć, takie rzeczy jak napisanie tego odcinka albo zrobienie dwóch medytacji w ciągu dnia, albo przeczytanie 25 stron książki, albo nawet wypicie 10 szklanek wody. No niby nie są to turbo wyszukane rzeczy, ale odznaczanie sobie zrobienia każdej z nich to prosty sposób na czerpanie z tego satysfakcji.
Do tego wszystkiego zgodnie z modelem 5 zadań Andy’ego Friselli zrobiłem sobie z tego małą grę. Taką moją małą, własną grę, w którą nie grał nikt tylko ja, ale co ważne, grałem w nią codziennie i wygrywałem. Ponieważ w ramach tych moich 5 zadań, które mają swoją osobną przestrzeń na mojej checkliście odhaczałem sobie co zrobiłem. Na koniec dnia sprawdzam ile z wypisanych pięciu zadań zrobiłem i jeżeli było ich 4 lub więcej, to wtedy wygrałem dodatkowo cały dzień. Potem sprawdzam sobie po całym tygodniu jak mi poszło i jak widziałem, że wygrałem 4 lub więcej dni, to wygrałem cały tydzień i tak dalej i tak dalej.
Jak to działa? No oprócz tego, że wpływa na rozwój użytkownika, w moim przypadku, ponieważ czytam codziennie, medytuję codziennie i piszę codziennie to jeszcze do tego wpływa na moje zdrowie bo na przykład wypijam dużo wody każdego dnia. No to już samo w sobie jest ekstra, ale ponad to, każdy „check” postawiony przy tym zadaniu sprawiał dodatkowo, że rosnę, że się nakręcam, że się motywuję, bo wiem, że jestem w rytmie wygrywania.
I wszystko to opisałem w czasie przeszłym, nie dlatego, że straciło to dla mnie sens, ale dlatego, że minęło sporo czasu od napisania przeze mnie tego odcinka. Moje 5W trenowałem bardzo długo, na tyle długo, że większość z tych rzeczy stała się dla mnie nawykiem, którego punktowanie dzisiaj mogłoby być dla mojego poczucia satysfakcji zbyt mało wartościowe. Zatem jak człowiek się zmienia to i metody, którymi się posługuje również mogą, a przynajmniej powinny się czasem zmienić i zaktualizować. Teraz mam inne sposoby na wypełnienie w sobie poczucia małych zwycięstw, ale pewnie jeszcze kiedyś wrócę do tego tematu. W każdym razie najbardziej istotne w takich zadaniach codziennych jest wprowadzenie się w rytm.
No i właśnie ten rytm to jest coś, czego na co dzień potrzebujesz. Rytm wygrywania, który możesz zrealizować tą metodą małych zwycięstw.
Baw się dobrze!
– Maciej
