
O sprzedaży można powiedzieć, napisać i pomyśleć mnóstwo rzeczy. Znajdziecie w sieci, w książkach, w życiu ogrom opinii na temat tego czym „naprawdę” jest sprzedaż, czym „na 100% jest sprzedaż”. Jasne, tych opinii będzie mnóstwo bo co człowiek, co doświadczenia, co branża, co biznes, co podejście to inny punkt widzenia no i w efekcie inna opinia.
Sprzedaż to taka umiejętność, która jest wynikiem wielu składowych. Tego co do tej pory nauczyłem się o sprzedaży to przede wszystkim wiedzieć, że nie wiem o niej wszystkiego, to raz, a dwa, że jednocześnie, że nie ma ona jednej definicji i trudną ją zawrzeć w wąskich ramach. W sprzedaży, jeżeli ktoś w miarę ogarnia… i zostanie mu zadane pytanie, czym jest sprzedaż, albo co to jest sprzedaż albo jak się to robi, to powinien zacząć swoją wypowiedź od „to zależy…”. No bo tak, jest. To zależy od wielu czynników, od tego z kim, co, gdzie, jak, kiedy, po co i dlaczego – i jeszcze mnóstwo innych pytań i potrzebnych odpowiedzi zanim udzielisz tej ostatecznej. Ok, wracając do wątku.
Dzisiaj wrzucę Wam jedną rzecz, którą zrozumiałem o sprzedaży na etapie kiedy chciałem sprzedać pewien produkt, motywowany słowami „wsparcia” od innych typu: „tego jeszcze nikt nie sprzedał w Polsce”, „w Polsce to nie ma sensu”, „to jeden z głupszych pomysłów jakie widziałem”. Zatem oczywiście nie byłbym, bezczelnie sobą, gdyby ta historia nie kończyła się tym, że sprzedałem to coś co było uważane za niemożliwe do sprzedania – mniejsza z tym, nie chodzi o chwalenie się, chociaż czemu nie, ale chodzi o to co wtedy zrozumiałem.
Tak jak wspominałem, robię to sprzedawanie zawodowo, 15 lat (teraz 16), długo, nie długo to nie ma znaczenia. Jestem pewien, że odkryłem czubek góry lodowej i mam jeszcze wiele do zrozumienia, natomiast jedną z rzeczy, którą już wiem o sprzedawaniu jest to, że sprzedaż to transfer. Co to znaczy?
W tym przypadku jest to transfer pasji i emocji. Jest to pewna forma przekazania własnych zainteresowań, zaangażowania, nastawienia i uczuć, na drugiego człowieka.
Sprzedaż to transfer pasji i emocji.
Chodzi o to, że jak mówi mądre powiedzenie, że „żeby zapalać innych, samemu musisz płonąć.” Jeżeli jesteś w coś na maksa zaangażowany, jeżeli potrafisz to pokazać, jeżeli czujesz to co robisz, kręci Ci ten temat i wierzysz w to co robisz i mówisz, to nie ma na Ciebie mocnych. Inni ludzie chcą pracować, współpracować czy otaczać się właśnie takimi ludźmi, pasjonatami, zajawkowiczami, ekspertami – bo tak, takim ekspertem stajesz się nie tylko z perspektywy wiedzy i doświadczeń, które zdobywasz w trakcie swojej drogi, ale też, a może i przede wszystkim z umiejętności ich przekazywania. Nie ma lepszego nośnika i sposobu przekazywania wiedzy w sprzedaży jak przelewanie emocji, wciąganie innych w swoją opowieść, w swoją historię, „zarażanie ich”.
Po prostu, jeżeli kręci Cię to co robisz – to żyj tym, pokazuj to, może część uzna Cię za świra czy świruskę, może część się zaśmieje, może część odpuści – jakie to ma znaczenie. Ci, którzy naprawdę będą chcieli z Tobą zostać, zostaną na długo i będą mówić wszystkim dookoła siebie, dlaczego są z Tobą, dlaczego kupują od Ciebie i dlaczego chcą z Tobą rozmawiać i się spotykać.
Bądź nieustraszonym pasjonatem własnych zajęć, sprzedawaj siebie, swoje emocje i swoje pasje.
Ta strategia sprzedażowa nie ma słabych punktów – przetestuj.
Zapal się.
Aha i ta historia, którą miałem na myśli, jestem dumny z tego co teraz powiem, ale w 2009, 2010 roku zainicjowałem sprzedaż pewnego modelu samochodu w wersji campingowej, zanim to zrobiłem to zarejestrowano jedną taką sztukę w Polsce, demo, dla importera, o ile mnie pamięć nie myli. Potem 5 sztuk dla klientów, potem 10 a potem poszło już w setki, które teraz już pielęgnują handlowcy obecni w tej branży do dzisiaj.
No, to była dobra zabawa.
Baw się dobrze.
– Maciej
