
Pewność siebie nie polega na tym, że zakładasz to, że w siebie wierzysz. Tylko na tym, że codziennie robisz rzeczy, które sprawiają, że masz powód, żeby w siebie wierzyć.
Pewność siebie jest jednym z wielu naszych zasobów. W mojej skromnej opinii jednak, jednym z najważniejszych, który stanowi fundament tego jak podchodzimy do naszego życia i co z niego w efekcie mamy. Do naszych codziennych zadań, których realizacja przed nami staje, czy do sytuacji, które mają sprawdzać nasze zaangażowanie i chęć podążania dalej obraną ścieżką.
Pewność siebie jest, według mnie oczywiście, nadrzędnym elementem układanki, tym newralgicznym puzzlem, czy klockiem, od którego to wszystko się zaczyna, i z którym tylko to wszystko nabiera sensu. Dzisiaj będzie filozoficznie, ale to tylko od Ciebie zależy jak dużo z tej filozofii postanowisz sprawdzić w swoim codziennym życiu.
Wspominałem już kilka razy w naszym Newsletterze, a pewnie nawet jeśli nie bezpośrednio to trochę pośrednio, o mojej koncepcji nas samych jako najcenniejszego aktywa, które posiadamy, czegoś co ja przynajmniej nazywam polisą ubezpieczeniową, ponieważ w mojej opinii to o czym zaraz powiem, spełnia poniekąd takie funkcje. Chodzi mi oczywiście o nas, o każdego z nas indywidualnie, nas jako najcenniejszy zasób, który posiadamy w naszym życiu. I oczywiście, abym został dobrze zrozumiany, są rzeczy, które są bardzo ważne, jak rodzina, bliskość drugiego człowieka, może się niektórym wydawać, że praca, pasje czy jasne, że zdrowie, to wszystko są inne elementy tejże układanki, które mają sprawić, że stajemy się kompletni, ale jednak podwaliną wszystkiego, albo przynajmniej jej bardzo znaczącym fragmentem jest to jak czujemy się sami ze sobą, jacy sami dla siebie jesteśmy, jak bardzo sami sobie możemy zaufać.
Życie z perspektywy tych 70, 80 lat średniego czasu trwania, nie jest długim okresem, trudno w porównaniu do całej tej długości jaką jest nasza historia, mówić o tym, że jedno takie życie ma znaczący wpływ na historię np. Ziemi, bo oczywiście może, i nie raz to widzieliśmy, ale zostawmy to na dzisiaj. Mówię o tym dlatego, że uważam, że nie ma nic cenniejszego i nic bardziej wartościowego w tym okresie, w tych 4000 tygodni, jak wypełnienie ich czymś co chciałbym określić jako świadome życie. Postępowaniem w sposób zgodny z nami samymi. I teraz dlaczego tak mówię i tak sobie tutaj cfaniakuje?
No dlatego, że właśnie pewność siebie, jest elementem, który daje takie możliwości. Według mojej koncepcji budowania pewności siebie, uważam, że jednym z kluczowych elementów wpływania na nią jest to czym tą pewność siebie karmimy. Zanim jednak pokażę o co dokładnie mi chodzi to chciałbym narysować pewną perspektywę.
Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś Ci mówi, że jesteś brzydki, dla wielu ludzi takie określenie, może sprawić, że ich świat zatrzęsie się w posadach, a budowane na piasku zamki czegoś co wydawało nam się być dobrym samopoczuciem zmienią się w tenże piasek w mgnieniu oka. Z innej strony, to samo zdarzenie, może przez kogoś innego zostać potraktowane jako zabawne i wręcz sprawić radość i roześmiać obdarowanego, albo w jeszcze innej konwencji powie on po prostu „chyba Ty”. Skąd te różnice?
Stąd, w jaki sposób budujemy siebie samego. Jest ogromna różnica pomiędzy kreowaniem naszej postaci z tego co nazywamy Ego, a z tego co nazywamy Pewnością Siebie. To dwa, według mnie znowu, przeciwstawne elementy tej samej układanki. I teraz, dla doprecyzowania, nie uważam, że Ego jest bez znaczenia w tym procesie i nie uważam, że Ego jest niepotrzebne, uważam jednak, że nie jest najlepszym budowniczym trwałych, solidnych, dobrych i majestatycznych zamków, do których posiadania dążymy.
Ego, chroni to co dla niego najcenniejsze, swojej własnej (w domyśle Twojej) fizyczności, tego co kruche i może zostać potrzaskane przez niezliczone uderzenia młotów otaczającej nas rzeczywistości, natomiast prawdziwa pewność siebie, tych uderzeń się nie boi, wie jak na nie reagować, albo wie jak zupełnie się tym nie przejmować, bo staje się na nie niewrażliwa.
W porządku, to jak to działa? Według mnie, działa to tak, że pewność siebie buduje się każdego dnia, nadając swojemu życiu wartość i podkreślając wartość gromadzonych zasobów. Mam na myśli to, że trening pewności siebie jest bardzo podobny do każdego innego treningu, wymaga wykonywania powtórzeń, wymaga regularności, wymaga zwiększania obciążenia treningowego. Pewność siebie jest kolejnym z „mięśni”, który w odpowiedni sposób trenowany doprowadza nas do tego stanu, o którym tak często się mówi, a który tak naprawdę przez niewielu jest odczuwany – tej ponadczasowej „niezniszczalności”. Pewność siebie nie jest pyszna, rozumie swoje ograniczenia, rozumie braki kompetencyjne przy wyborze niektórych zadań, nie jest jak Ego i nie walczy czasem po ciemku, pewność siebie, z tytułu swojego majestatu i wartości, wie kiedy odpuścić, wie w jakich obszarach ma swoje ograniczenia, ale wie też jak Tobie, człowieku, który ją w sobie nosi dostarczyć myśli i poczucia tego, że wszystko będzie dobrze.
Pewność siebie możesz ćwiczyć każdego dnia, trenując się w rozwoju, trenując się fizycznie, trenując się mentalnie czy duchowo. Po prostu uzupełniając swoje zasoby w każdym z obszarów, które my jako ludzie, możemy objąć swoją obecnością. Pewność siebie, a właściwie jej budowanie zaczyna się od drobnych zmian w sobie. Od stawania się kompetencyjnie odrobinę lepszą wersją siebie każdego dnia. Od rzucania słodyczy jeśli Ci szkodzą, od czytania książek w miejsce oglądania Ukrytej Prawdy, od zrobienia spaceru w miejsce wypicia czteropaka piwa przed telewizorem.
Jasne, że w ogromny sposób to upraszczam, ale chodzi o perspektywę treningu, eksponowania się na to, co może Twoją pewność siebie wzmocnić. Powiem o bardzo prostym przykładzie z mojego młodzieżowego życia. Kiedy miałem 18 lat i trafiłem do sprzedaży samochodów, to moja pewność siebie nie miała nic wspólnego z siłą, wybrzmiewaniem i utrwalaniem mnie w przekonaniu, że jestem najlepszy. Musiałem z nią zagrać o to, żeby tak się zaczęło dziać. Jednym z elementów, na który mogłem sobie wtedy pozwolić była ekspozycja na rzeczy stresujące, takie jak choćby wystąpienia publiczne. Kiedy na myśl o tym, że miałem coś powiedzieć przed innymi, wykonać jakiś akt, choć 10 sekundowego perfomancu, moje ciało drętwiało, twarz zalewała się rumieńcem, a ja traciłem panowanie nad sobą, postanowiłem robić dokładnie to. Występować. Każde szkolenie jakie miałem, każda scenka jaką mogłem odegrać, każde ćwiczenie do jakiego mogłem się zgłosisz, podnosiłem rękę jako pierwszy, do momentu, w którym trener nie powiedział „dobra, to może teraz ktoś inny, co?”. Czy te wystąpienia mnie stresowały? Jak cholera. Czy wystąpienia stresują mnie do dzisiaj? Jasne, ale czy się ich boję? Nie, w ogóle.
Rozumiesz? Przyjdzie taki moment, w którym pewność siebie przejmie to całe dbanie na siebie, weźmie to zadanie i zacznie je realizować w sposób, o którym nigdy wcześniej nie pomyślałeś i nie wiedziałeś, że możesz pomyśleć, ale na początku potrzebuje Twojej pomocy. Musisz ją wystartować, daj jej przestrzeń żeby wybrzmiała, rozciągnąć trochę ten mięsień i zagrzać do pracy. Zainwestuj w siebie, tak naprawdę, to jest jedyna inwestycja o tak niewyobrażalnej stopie zwrotu, która nie mieści się w racjonalnym pojęciu ROI w żadnej excelowej tabelce.
Tyle, baw się dobrze!
– Maciej
