
Opowiem Wam dzisiaj pewną historię, związaną z początkami mojej pracy jako handlowca.
Na samym początku, jak zaczynałem sprzedawać samochody, jednym z ważnych dla mnie tematów było poszukiwanie narzędzi, sposobów, sztuczek i patentów na to, żeby robić więcej, robić lepiej i robić skuteczniej. Sprawa była o tyle prosta dla mnie, że może moje naturalne zboczenie w kierunku rzucania sobie wyzwań i realizowania ich za wszelką cenę ułatwiało mi na tamten czas życie, chociaż pewnie wtedy powiedziałbym co innego. Sprawa była dodatkowo też prosta, że na początku miałem 18 lat życia i sprzedawałem samochody ludziom, którzy prowadzili swoje biznesy dłużej niż ja umiałem chodzić, no także, nie było łatwo na początku, a wyzwanie było wystarczająco duże, żeby mnie porwać i dać się w nim zanurzyć.
Zatem, jak wspominałem szukałem różnych narzędzi, które można wykorzystać, nie będę dzisiaj wchodzi w nie wszystkie, może innym razem, ale dzisiaj rzucę na stół, a właściwie w tym przypadku „na biurko”, jeden z tematów, na który wpadłem na początku swojej drogi, a potem mówiłem o tym moim handlowcom, kiedy ich już wreszcie po tych kilku latach miałem, dalej im to mówię.
Byłem pracownikiem etatowym. Otrzymywałem wynagrodzenie podstawowe plus prowizję za sprzedaż. Miałem samochód, jak zasłużyłem, miałem laptopa, miałem telefon i co najważniejsze miałem swoje własne biurko. Takie biurko, że wiedziałem, że ja tam siedzę. Na nim stały moje długopisy, a w szufladzie były moje notatki. Przy biurku stało krzesło wyregulowane i ustawione pode mnie. No było to moje biurko.
Zatem doszedłem do takiego wniosku, że jeżeli będę pracował z perspektywy tych wszystkich narzędzi i korzystał z tego co dostałem od mojego ówczesnego pracodawcy jako elementów z kategorii: „bo mi się należą”, to nic z tego nie będzie i utknę tu na wieki. Zatem wymyśliłem sobie, że prowadzę tam w tym salonie swój własny biznes.
Ja wiem, że historia zawiła ale już tłumaczę o co chodzi. Oczywiście jak w każdej firmie związanej ze sprzedażą, a w szczególności już w korporacji, gdzie są cele i budżety, każdy z nas handlowców miał swój plan sprzedaży. Jak robiłeś plan to było fajnie, jak nie robiłeś to po prostu nie było tragedii, ale nie było też fajnie – no motywacja znikoma. Zatem ubzdurałem sobie, że jeżeli firma, wtedy, oczekuje ode mnie sprzedaży 7 samochód na miesiąc i jak ja zrobię tą sprzedaż to mój szef jest zadowolony, a wtedy firma jest zadowolona, no i w konsekwencji ja widzę to ich zadowolenie w swoim życiu. To ubzdurałem sobie, że mój biznes polega na tym, że ja nie dostałem, tylko wynajmuję te wszystkie rzeczy od mojego pracodawcy, że nie jestem w ich posiadaniu bo mam stanowisko, do którego są przypisane, ale po prostu je wynajmuję – w szczególności wrzuciłem na tapet wtedy „moje biurko”. Bo je lubiłem.
W każdym razie, skoro wynajmuję swoje biurko i mogę z niego legalnie i pełnoprawnie korzystać, to te wynajmem musi kosztować, proste – zatem wiedziałem, że koszt tego wynajmu to 7 samochodów miesięcznie. Od momentu, w którym zacząłem tak patrzeć na „narzędzia” i tak myśleć o swojej obecności tutaj, wiedziałem, że muszę tą sprzedaż realizować na takim poziomie. Jasne, że czasem udawało mi się zrobić 12 albo 15 samochodów w miesiącu i wtedy byłem szczęśliwy bo wiedziałem, że mam „zapłacone” 2 miesiące wynajmu, ale czasem robiłem 3 albo 4, a czasem i jedno, wtedy byłem zawiedziony i szukałem rozwiązania i planu naprawczego – jak spłacę swój wynajem. To trochę tak, jak prowadzisz firmę, i masz swoje biuro ale nie stać Cię na zapłacenie czynszu czy wynajmu właścicielowi – no trochę lipa, coś trzeba wymyślić.
No i tak myślałem, proponowałem i robiłem, aż nie doszedłem do momentu, w którym ani ja, ani mój wynajmujący nie mieliśmy wątpliwości, że płatność za wynajem jest zawsze uregulowana.
Co w tej historii jest dla Was? Wiele rzeczy, nie będę dzisiaj wyciągał za Was wniosków.
Przeczytajcie, pomyślcie sami.
Baw się dobrze.
– Maciej
