
Dieta. Dieta! No chciałbym powiedzieć, że tego tematu jeszcze tutaj nie poruszałem albo, że nie poświęcałem mu nigdy całego odcinka, natomiast jak zaraz się przekonacie, okazałoby się to jedynie półprawdą, zatem zostawię to intro tak jak jest, a resztę zobaczcie sami.
Zgodnie z wcześniejszymi odcinkami, dalej trochę utknąłem w tematach noworocznych postanowień (ten odcinek pochodzi z 11 stycznia, co jest logiczne), ale utknąłem w nich dlatego bo początek roku przecież to taki piękny czas żeby o nich rozmawiać dopóki jeszcze istnieją albo nie są tak odległe, żeby o nich nie pamiętać. Jednak to nie o tych postanowieniach będzie mowa, ale chciałem opowiedzieć o czymś co często się z nimi łączy, jednak nie do końca taką dietę mam na myśli. Chodzi mi o coś co jest bliskie koncepcji tego Newslettera czyli dietę, którą karmimy na co dzień nasz umysł, nas samych.
Jeżeli przyjmiemy założenie, że umysł to jakieś bezpośrednie powiązanie z mózgiem, to oczywiście w dalszym ciągu dieta ta będzie się kwalifikowała do karmienia się, jednak nie będziemy dzisiaj rozmawiać o orzechach, zielonej herbacie czy gorzkiej czekoladzie (no szkoda) ale o treściach, które każdego dnia sobie dostarczamy karmiąc naszą głowę poglądami, materiałami, opiniami czy pewnymi formami opisu rzeczywistości.
Zacznę od wsparcia ze strony cytatu przypisywanego jednemu z filozofów i pisarzy starożytnej Grecji o wdzięcznym i dźwięcznym imieniu Plutarch, który to napisał o umyśle takie zdanie: „umysł nie jest naczyniem, które należy wypełnić, lecz ogniem, który trzeba rozniecić”. Idąc tym tropem i tak metaforycznie traktując nasz umysł jako potencjalne palenisko, którego siła i sprawczość wynika z poziomu jego rozpalenia, zasady będą podobne jak z prawdziwym ogniskiem. Nie wiem jakie macie swoje doświadczenia w rozpalaniu ognia, ale zawsze drzewo puste w środku, spróchniałe, czy zgniłe i mokre będzie się paliło zdecydowanie gorzej i dużo mniej sprawnie. Będzie też zostawiało po sobie więcej dymu i nieodpowiedniego zapachu, który nie będzie ułatwiał nam spędzania czasu, nie mówiąc już o przygotowywaniu czegokolwiek w ramach tego wspaniałego zjawiska jakim jest ogień. Podobnie będzie z treściami, które sami sobie dostarczamy każdego dnia, którymi się otaczamy, i w których w efekcie, czy tego chcemy czy nie się zanurzamy. Im gorszej jakości, im bardziej puste w środku, spleśniałe czy zgniłe okażą się te przekazy, nasz umysł będzie funkcjonował bardzo podobnie jak ten ogień, który oczami wyobraźni powinniśmy ujrzeć jako mało imponujący nie zachęcający tym aby dalej o niego dbać.
Istnieją tysiące innych pięknych cytatów, złotych myśli i przemyśleń na temat tego czym jest umysł, czym jego karmienie i jak wpływa ono na nas, ludzi, ale zostawiając je na inną okazję, pozwolę sobie podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat. Ludzki umysł to pewna niezaspokojona przestrzeń, która z tytułu swojej funkcjonalności zajmuje się obserwowaniem otaczającego nas świata i gromadzeniem pewnych danych w swoich zasobach, do wykorzystania na później czy do korzystania już teraz. Umysł poprzez informacje i obserwacje, które gromadzi „zmusza” nas niejako do pewnych przemyśleń, prowadzi do pewnych wniosków. Pamiętając o tym, że nasz mózg biologicznie nie zmienił się od czasu kiedy poradziliśmy sobie z konsekwencjami rewolucji neolitycznej, tego co sprawiło, że zmieniliśmy się z łowców w prehistorycznych rolników, to musimy mieć na uwadze to, że wiele jego dawnych umiejętności działa w podobny sposób jak wtedy.
Kiedyś zajęciem naszego umysłu było gromadzenie informacji, kluczowych, o tym gdzie się znajdujemy, gdzie jest wodopój, gdzie żywność, gdzie zagrożenie, a potem gdzie nasza wioska, to zbieranie tego „wszystkiego” było ważnym elementem pracy naszego umysłu każdego dnia, prawdopodobnie, a przynajmniej tak ja lubię o tym myśleć. Jednak teraz, trudno ukryć to, że warunki, w których żyjemy zmieniły się drastycznie a ilość informacji, która do nas dociera, niestety w większości przypadków nie jest warta aż takiego poświecenia i zapamiętywania. Niestety proces się nie zmienił i dalej jesteśmy tym czym się na co dzień karmimy, żyjemy tym w czym się zanurzamy. Więc rzeczywiście to jakich treści dostarczamy sobie na co dzień, to czy czytamy książki i jakie one są, to czy oglądamy telewizję i co z niej do nas płynie, to czy obserwujemy kogoś w mediach społecznościowych i kogo to zdecydowanie wpływa na to kim z dnia na dzień się stajemy.
Naturalnie możemy mieć wrażenie tego, że jako dorośli ludzie dawno mamy przepracowany temat tego kim jesteśmy, kim mamy być i kim będziemy, bo przecież kilka dobrych lat już się przeplatamy z tą nicią życia, ale czy na pewno tak jest? Nie wiem, ale znowu lubię o tym myśleć, że nie. Jednak takie myślenie o tym pozwala na pewną przestrzeń związaną z decyzjami. Takie myślenie, o tym, że możemy podejmować decyzję kim jesteśmy, kim możemy się stać i kim będziemy, w jakiś sposób jest uzależnione od tego kim stajemy się każdego dnia jest perspektywą, która pozwala na większe i bardziej radosne zaangażowanie się w swój rozwój.
Wracając jak zawszę klamrą do początku, dieta Twojego umysłu jest tak samo ważna jak dieta Twojego ciała. Jesteś tym co jesz, jak to mówią, a w tym przypadku jesteś tym co konsumujesz. Jeżeli to co dociera do Ciebie każdego dnia jest mentalnym fastfoodem sprawność Twojego umysłu i tempo Twojego rozwoju będzie adekwatne do wartości odżywczych, które sobie podkładasz pod oczy i uszy. Niestety nie da się tego powiedzieć bardziej delikatnie, znaczy da się, ale po co, jeżeli pasującym określeniem jest tu: „shit in – shit out”.
Zatem jeżeli dalej jesteś na etapie zmian, nowego ja, postanowień i poszukiwania siebie w nowych nawykach – to powiedz, czy o tej diecie też pomyślałeś?
Baw się dobrze.
– Maciej
