
Dużo lepiej i bardziej efektywnie możesz robić rzeczy kiedy jesteś spokojny. Kiedy Twoje ciało jest zrelaksowane, kiedy jesteś wyluzowany. To jest oczywiście jasne i proste, ale niestety często nam to ucieka.
Chodzi w tym o to, że zrelaksowane ciało jest dużo bardziej podatne na flow. Na zatracenie się w przyjemności wynikającej z wykonywania jakieś czynności. Oczywiście sposobów na zrelaksowane ciało jest mnóstwo, już zaczynając od posiadania samej jego świadomości, ale jednym z większych wpływów i relatywnie najprostszym do zastosowania jest spokój w głowie. Spokój myśli, spokój umysłu.
W ramach codziennych aktywności łatwo ten spokój zaburzyć, ja wiem, ilość zadań, natłok wydarzeń, dodatkowa robota, która pojawia się w ciągu dnia sprawy nie ułatwia. Idąc tym dniem, zbieramy te swoje zadania do tego koszyczka, dorzucamy tam kolejne, dorzucamy a przecież ten koszyczek od początku i tak nie był pusty, bo miał w sobie nasze własne zadania, nasze obietnice i też wszystkie nasze przeniesione zadania, które wiszą do zrobienia od dawna.
Dzisiaj podzielę się moim sposobem, takim do zastosowania na tu i teraz na sprzątanie tego koszyczka, na robienie porządku, układanie i na możliwość zaobserwowania, co to tam w ogóle do niego wpadło w ciągu dnia, czy kilku ostatnich dni.
Tą metodą jest rzecz, która można stosować w każdym momencie. Ja kiedy mam już duże przeciążenie sprawami TO DO i wiem, że powinienem zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy bo w ciągu dnia się nawarstwiły, bo przedłużyło się spotkanie, bo przesunął się ten telefon, bo zmienił się jeden termin, albo wyskoczyła rzecz na przedwczoraj to kiedy czuję, że ta karuzela życia ma zamiar porwać mnie na kolejne okrążenie bez trzymanki i prawdopodobnie do góry nogami, to robię coś takiego.
Siadam na moment sam ze sobą. Najlepiej zostawiając telefon w innym pomieszczeniu albo przynajmniej odwracając go do góry nogami i pozbawiając wszystkich możliwych zakłócaczy. Zamykam komputer, robię miejsce przy biurku, wyciągam pustą kartkę i długopis i zaczynam pisać.
Piszę na niej wszystko co mam do zrobienia, wszystko co przychodzi mi do głowy, z rzeczy, które czuję, że mam do zrobienia i które napierają na mnie chcąc zaistnieć w rzeczywistości. Wypisuję wszystko tak jak przychodzi mi do głowy niezależnie od wagi, od priorytetu, od czegokolwiek, tak jak przyszło mi do głowy. Może na pierwszym miejscu listy pojawi się konieczność kupienia kawy a dopiero później podpisanie dużego kontraktu z klientem. W tym miejscu i na tym etapie, nie ma ważnych i nieważnych, wypada z głowy wszystko. I w takiej kolejności jak akurat wypada.
Jak już to wszystko zapisałem to zmieniam długopis albo biorę ołówek lub mazak – to taka bardziej symboliczna zmiana dla mojego umysłu, któremu tym gestem mówię „wchodzimy w tryb porządkowania”. I zaczynam sobie czytać te wszystkie rzeczy i przypisuję im poszczególne literki zgodne z nazwą tej metody oraz dzisiejszego odcinka, czyli A, B, C, D i E. I tak przypisuje, przypisuję, aż nie dojdę do ostatniego zadania. Oczywiście można pisać literki po kolei, tak jak są zapisane zadania na liście, a można najpierw szukać samych A, potem samych B. Ten sposób jest dowolny.
I teraz ta metoda jest świetna, robi całą robotę bo pomaga uporządkować zadania, zobaczyć co tak naprawdę jest do zrobienia, nadać zadaniom priorytety, o czym powiem zaraz, ale co najważniejsze, ta metoda pozwala Ci się zatrzymać. Wysiąść z karuzeli, być tu i teraz, zaobserwować samego siebie, złapać oddech.
Kiedy już ten oddech masz, to wtedy działasz na tych zadaniach zgodnie z literkami, które przy nich się dzięki Tobie pojawiły. No dobra to co oznaczają te literki?
A – absolutnie to musi zostać zrobione.
B – byłoby dobrze, gdybym to zrobił.
C – całkiem fajnie będzie jak to zrobię i znajdę na to czas (po A i B)
D – deleguj
E – eliminuj
Piękne prawda? No wiem, i proste zarazem.
No to co? Dzięki i…
Baw się dobrze.
– Maciej
